Aktualności

Obiady dla wycieczek we Wrocławiu. Gdzie szukać restauracji dla grup turystycznych?

Obiady dla wycieczek we Wrocławiu

Z roku na rok Wrocław odwiedza coraz więcej wycieczek zorganizowanych oraz turystów zwiedzających indywidualnie. Przemierzają oni miasto nie tylko w poszukiwaniu zabytków, ale też smacznego obiadu. Jedzenie, podobnie jak architektura czy język, stanowi bowiem nieodłączną część kultury każdego kraju. Co ciekawe, kulinaria są zróżnicowane regionalnie, a Wrocław jako swoisty tygiel kulturowy ma pod względem naprawdę wiele do zaoferowania. Jeśli zatem chcecie zaprezentować gościom z zagranicy tradycyjną kuchnię Miasta Stu Mostów i pokazać, ile historii się w niej kryje, sprawdźcie, do jakiej restauracji warto ich zabrać i co jeszcze może się dla nich okazać interesujące.

Spis treści
Historie zamknięte w kulinariach
Rosół
Żur
Pierogi ruskie
Kluski śląskie
Szarlotka
Nasze menu dla grup turystycznych

Jak zamienić obiad we Wrocławiu w wycieczkę po rodzimych tradycjach i legendach? Restauracja Okrasa opowiada kulinarne historie

Obiad, stanowiący zazwyczaj miłą przerwę podczas intensywnej wycieczki po Wrocławiu, jest doskonałym pretekstem ku temu, aby wyruszyć w kulinarną podróż i nieco lepiej poznać historię miasta i regionu oraz lokalne legendy. Tereny Dolnego Śląska przez tysiące lat ulegały wpływom wielu różnych kultur, co pozostawiło swoje ślady również w upodobaniach kulinarnych współczesnych wrocławian. Przedwojenne wpływy niemieckie, francuskie, czeskie, żydowskie, a także łemkowskie, romańskie i ormiańskie, a po zakończeniu II wojny światowej również kresowe pozwoliły ówczesnym mieszkańcom rozsmakować się w kuchniach całego świata, przyjmując z nich to, co najbardziej odpowiadało ich kubkom smakowym. Dzięki temu dziś w restauracjach specjalizujących się w tradycyjnej kuchni polskiej można zjeść zarówno popularną w Niemczech golonkę, jak i pierogi ruskie, których nazwa wywodzi się z dawnej Galicji Wschodniej. Gdzie można zaprosić na takie przysmaki gości z zagranicy? Jednym z takich miejsc jest restauracja Okrasa położona przy ul. Igielnej, oddalonej zaledwie o kilkadziesiąt metrów od Rynku. Zajrzyjcie do naszego menu i razem wybierzmy się w niezwykłą podróż. Czego możecie się spodziewać?

Sałatka z pieczonymi ziemniakami

Rosół

To właśnie tego wywaru nie może zabraknąć zarówno podczas rodzinnych uroczystości w polskich domach, jak i w restauracjach serwujących tradycyjne dania kuchni polskiej. Nie inaczej jest u nas, dlatego właśnie od rosołu rozpoczniemy naszą kulinarną podróż. Recepturę na tę zupę, nazywaną wówczas rosołem polskim, znaleziono w najstarszej polskiej książce kucharskiej „Compendium Ferculorum” autorstwa kuchmistrza Stanisława Czernieckiego. W jego wykonaniu podstawę rosołu stanowiła wołowina lub wieprzowina. Zupa nie mogła się też obyć bez koperku lub pietruszki, która w rosole pływa również współcześnie, oraz pikantnych i korzennych przypraw. I choć przez wieki receptura nieco się zmieniała, sam przepis na stałe zagościł w polskiej kulturze kulinarnej nie tylko jako element uroczystego rodzinnego obiadu, ale też remedium na przeziębienie. O samym pochodzeniu rosołu wiele mówi także jego nazwa, której etymologię językoznawcy kojarzą z solą i procesem konserwacji mięsa. Otóż w przeszłości mięso konserwowano właśnie poprzez zasolenie i wysuszanie. A żeby później nadawało się ono do jedzenia, należało je wymoczyć, czyli rozsolić – i właśnie stąd pierwotna nazwa mięsnego wywaru – „rozsół” uproszczona z biegiem czasu do znanego nam dziś rosołu.

Żurek

Kolejną zupą odgrywającą istotną rolę w polskiej tradycji jest żurek, zwany również żurem. W wielu regionach stanowi on tradycyjne danie podawane podczas wielkanocnego śniadania. Co więcej, gdzieniegdzie żurek pojawia się wśród 12 dań serwowanych podczas wieczerzy wigilijnej poprzedzającej Boże Narodzenie. Z tym daniem wiąże się też pewna legenda tłumacząca jego pochodzenie. Otóż w pewnej polskiej wsi mieszkał bardzo skąpy piekarz prowadzący własną karczmę, gdzie wszystko było „chrzczone”. Aby nieco zaoszczędzić, oszukiwał niemal na każdej potrawie i trunku. Mieszkańcy wsi, nie chcąc dłużej tolerować takich praktyk, postanowili wywieść skąpca w pole. Wysłali do karczmy pewnego żarłoka z sakiewką pełną złota, nakazując mu uprzednio, co dokładnie ma zrobić. Jegomość ów zaproponował karczmarzowi, że zje najgorszą przyrządzoną przez niego zupę i nie dostanie przez to niestrawności. W przeciwnym wypadku odda mu sakiewkę złota. Karczmarz, niewiele myśląc, zabrał się do pracy. Wziął skisłe resztki zaczynu na chleb razowy, zalał je wrzątkiem, dodał warzywa i niedoprawioną kiełbasę, wrzucił stare zeschłe grzyby, resztkę zeschniętej wędzonki, a dla zabicia zapachu doprawił całość czosnkiem. Pod koniec gotowania narwał lebiody rosnącej za chałupą i dodał do dania. Jakie było jego zdziwienie, kiedy gość zjadł wszystko ze smakiem, a i pozostali mieli ochotę spróbować! Chcąc nie chcąc, skąpy piekarz musiał zamknąć karczmę, oddać mieszkańcom przepis na zupę i wyprowadzić się na Śląsk, bo właśnie taki był warunek zakładu w przypadku przegranej. I tak właśnie zrobił, jednak po przeprowadzce nadal serwował swoją zupę, dlatego rozpowszechniła się ona na Śląsku, docierając także do Wrocławia. Trudno stwierdzić, czy w tej opowieści kryje się ziarno prawdy. Wątpliwości nie ulega za to fakt, że żur dawno temu znany był w kuchni białoruskiej, czeskiej i słowackiej. A jego nazwa wywodzi się od niemieckiego słowa sauer, czyli kwaśny, zakwaszony, ukiszony. Niewątpliwie zatem żur przywędrował do nas pod wpływem ekspansji kultury czeskiej i niemieckiej na terenach obecnego Wrocławia. To już jednak temat na osobną opowieść…

Pierogi ruskie

Jeszcze bardziej zawiła wydaje się historia pierogów ruskich, które do Wrocławia dotarły już nie od zachodnich czy południowych sąsiadów, lecz z okolic wschodniej granicy. Nie należy jednak iść w tym przypadku za prostym skojarzeniem językowym. Prawdopodobnie wcale nie przywędrowały one do nas z Rosji. Otóż gotowane na wodzie pierogi lepione z makaronowego ciasta nadziewanego farszem z ziemniaków i białego sera kojarzone są raczej z tradycją kulinarną Ukrainy, która niegdyś nazywana była Rusią Czerwoną. Co ciekawe, mieszkańcy tamtych terenów nazywali tę potrawę pierogami polskimi, a nazwa pierogi ruskie pojawiła się w polskim piśmiennictwie dopiero po II wojnie światowej. Wszystko to może oznaczać, że potrawę tę wymyślili nie mieszkańcy Rusi Czerwonej, lecz zamieszkujący tamte tereny Polacy. Warto przy tym zwrócić uwagę, że przez jakiś czas po zakończeniu działań wojennych, kiedy do Wrocławia przesiedlono ludność ze wschodniej części kraju, ta sama potrawa funkcjonowała jako pierogi lwowskie. Możemy zatem przypuszczać, że pierogi ruskie to kulinarne dzieło naszych przodków. Bez względu na to, jakie były ich losy, na stałe zagościły one w naszej tradycji kulinarnej i z pewnością nie mogłoby ich zabraknąć w menu naszej restauracji.

Turyści spacerujący ulicami miasta

Kluski śląskie

Kluski śląskie to kolejne danie, z którego słynie przede wszystkim – jak nietrudno się domyślić – kuchnia śląska. Nie bez powodu jednak znalazły się one w naszym menu. Ten niepozorny dodatek jest bowiem na stałe wpisany w krajobraz miasta, a konkretnie Ostrowa Tumskiego. A wszystko za sprawą pewnej legendy. Otóż na Ostrowie Tumskim, przy ul. Kanonia znajduje się brama łącząca kościół św. Idziego ze stojącym obok ceglanym budynkiem kapituły. Uważny obserwator dostrzeże, że na szczycie bramy znajduje się coś, co do złudzenia przypomina właśnie kluskę śląską. Zgodnie z miejscową opowieścią znalazła się ona tam za sprawą mieszkańca jednej z podwrocławskich wsi, którego żona niespodziewania zmarła. Była wyjątkową kobietą, która doskonale gotowała, a jej popisowym daniem były kluski śląskie. Kiedy odeszła, mąż popadł w rozpacz. Brakowało mu nie tylko obecności ukochanej, ale też jej umiejętności kulinarnych. Pewnego dnia wybrał się na targ do Wrocławia. Zmęczony wyprawą w drodze powrotnej zatrzymał się przy kościele św. Idziego, aby odpocząć i zapadł w drzemkę. We śnie zobaczył zmarłą żonę, która na pocieszenie obiecała zostawić mu garnek pełen śląskich klusek. Naczynie miało się każdego dnia napełniać od nowa pod warunkiem, że na dnie zawsze pozostanie jedna kluska. Po przebudzeniu mężczyzna zobaczył przed sobą wyśniony garnek i od razu zaczął jeść. Niestety zgubiło go łakomstwo. Kiedy usiłował włożyć do ust ostatnią kluskę, ta wyskoczyła mu z rąk i osiadła u szczytu bramy, zostając tam już na zawsze. Nasi goście nie muszą się jednak obawiać, że spotka ich podobny los. Nasze kluski pozostają na talerzu, dopóki nie zjecie wszystkich!

Szarlotka

Szarlotka jest ciastem, które zdecydowanie króluje na polskich stołach i zawsze najlepiej smakuje u mamy. A skąd do nas przywędrowała? Osoby mające styczność z językiem francuskim, mogą mieć słuszne przypuszczenie, że właśnie w nim należy szukać źródłosłowu dla nazwy ciasta. Pochodzi ona bowiem od imienia Charlotta, a receptura ciasta przypisywana jest francuskiemu cukiernikowi Marie-Antoine’owi Carême’owi. Szarlotka powstała jednak nie we Francji, lecz w Rosji. Właśnie tam Carême pracował jako nadworny cukiernik cara Aleksandra I, który zażyczył sobie, aby cukiernik stworzył ciasto o nazwie charlotte russe na cześć księżniczki Fryderyki Luisy Charlotty Wilhelminy Hohenzollern, znanej też jako Charlotta Pruska. W 1825 roku została ona cesarzową Rosji jako żona Mikoła I. Była zatem szwagierką Aleksandra I. W dworskich kuluarach krążyły też plotki, że cukiernik wcale nie opracowywał receptury na ciasto z myślą o przyszłej cesarzowej, lecz o królowej Wielkiej Brytanii znanej jako Zofia Charlotta. Trudno dziś stwierdzić, gdzie kryje się prawda. Pewne jest jednak to, że w szarlotce, która przywędrowała do nas prawdopodobnie w XIX wieku, rozsmakowali się również Polacy. Warto przy okazji zaznaczyć, że szarlotki nie należy utożsamiać z jabłecznikiem, który również zawojował nasze podniebienia. Podstawowa różnica polega na tym, że szarlotka pieczona jest na cieście kruchym lub półkruchym, jabłecznik natomiast przygotowuje się na dowolnym rodzaju ciasta. Bez względu na tę drobną różnicę możemy śmiało stwierdzić, że oba ciasta na stałe wpisały się w polską kulturę kulinarną i trudno dziś wyobrazić sobie menu restauracji serwującej nasze tradycyjne danie bez jednego z takich deserów. U nas jabłecznik podawany jest na ciepło z gałką lodów waniliowych i bitą śmietaną, co dodatkowo podkreśla jego wyjątkowy smak.

Szukacie miejsca na obiad przy wrocławskim Rynku? Restauracja Okrasa przedstawia ofertę dla wycieczek

Wiecie już, że wycieczka po Wrocławiu nie może się obyć bez obiadu w restauracji z kuchnią polską. Jeśli szukacie odpowiedniego miejsca położonego nieopodal Rynku, zapraszamy do Okrasy! Nasz lokal znajduje się jest przy cichej i spokojnej ul. Igielnej oddalonej zaledwie kilkadziesiąt metrów od serca miasta. Dodatkowym pretekstem do krótkiego spaceru tutaj może być fakt, że Igielna jest najwęższą ulicą we Wrocławiu. Bez problemu jednak mieści się przy niej nasz letni ogródek, w którym możecie miło spędzić czas, napawając się atmosferą Miasta Stu Mostów. Od wielu lat współpracujemy z TOURoperatorami, zapewniając nie tylko korzystne warunki, ale przede wszystkim atrakcyjne menu i sprawną obsługę. Mamy spore doświadczenie w wydawaniu posiłków dla licznych grup zorganizowanych. Do współpracy zapraszamy także grupy zagraniczne. Nasi pracownicy biegle posługują się językiem angielskim i rosyjskim. Chętnie opowiemy o polskich tradycjach i zwyczajach. Doceniamy fakt, że Wrocław jest miastem wielokulturowym i chętnie odkrywamy przed gośćmi wszystkie jego oblicza. Posileni obiadem u nas możecie od razu wrócić do zwiedzania. Gdzie warto się wybrać?

Turystyczna mapa miasta

Atrakcje w okolicach Rynku

Wprost z Okrasy możecie wyjść na ul. Kuźniczą, która krzyżuje się z Igielną, a następnie skierować się w stronę przeciwną do Rynku. Po drodze możecie zajrzeć do Oddziału Muzeum Mineralogicznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego zbiory liczą ok. 30 tys. minerałów z całego świata, z których wiele zostało zebranych jeszcze przed 1945 rokiem. Idąc cały czas prosto, dotrzecie do pl. Uniwersyteckiego, przy którym znajduje się główny gmach Uniwersytetu Wrocławskiego ze słynną Aulą Leopoldina oraz Wieżą Matematyczną (znaną także jako Wieża Astronautów). Barokowa aula została zaprojektowana jako główne reprezentacyjne pomieszczenie gmachu wznoszonego w latach 1728-1732. Jej nazwa pochodzi od nazwiska cesarza rzymskiego Leopolda I, który ufundował budowę uniwersytetu. Wieża Matematyczna pełniła niegdyś funkcję obserwatorium astronomicznego. Znajduje się na niej taras widokowy umieszczony na wysokości 42 metrów – rozciąga się stąd piękny widok na Wyspę Słodową i wrocławskie Stare Miasto. Wieża i Aula stanowią część Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Kiedy już nasycicie się panoramą miasta podziwianą z tarasu widokowego, bezpośrednio z pl. Uniwersyteckiego możecie wyjść na ul. Szewską, przy której znajduje się Zakład Narodowy im. Ossolińskich oraz piękny Ogród Barokowy. Ossolineum to jeden najważniejszych i najstarszych ośrodków kultury polskiej, założony 4 czerwca 1817 roku. Szczyci się przede wszystkim bogatymi zbiorami bibliotecznymi, wśród których znajdują się bardzo cenne dla polskiej literatury starodruki, w tym między innymi „De revolutionibus…” Mikołaja Kopernika z 1543 roku czy „Pieśni” Jana Kochanowskiego z 1586 roku, a także rękopis „Pana Tadeusza” autorstwa Adama Mickiewicza. Ogród Barokowy został otwarty na dziedzińcu Ossolineum w 2007 roku. W jego centralnym punkcie znajduje się pomnik śląskiego poety okresu baroku, Angelusa Silesiusa, urodzonego w 1624 roku we Wrocławiu. Jego prawdziwe imię i nazwisko to Johannes Schefler. To właśnie z tą postacią związana jest wręczana corocznie we Wrocławiu Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus. Ogród to doskonałe miejsce na chwilę odpoczynku i refleksji. Stanowi bowiem swoistą oazę spokoju i zielni w tętniącym życiem sercu miasta. Wizyta tutaj może dla Was stanowić zarówno krótką przerwę w zwiedzaniu, jak i pożegnanie z miastem. Warto tu spędzić nie tylko chwilę w ciągu dnia, ale i część wieczoru, ponieważ wtedy w pięknie oświetlonym ogrodzie otoczonym starymi murami panuje naprawdę magiczna atmosfera. A jeśli nie chcecie tak szybko żegnać się z miastem, możecie jeszcze na chwilę zajrzeć do naszej restauracji i spędzić wieczór, delektując się kuchnią polską doprawioną szczyptą serdecznej atmosfery.